Recenzja „Queenie” z 2024 r.: ciepłe podejście do społeczności brytyjsko-jamajskiej z nutą „Fleabag”

Odkąd Fleabag Phoebe Waller-River stała się sensacją, pojawiło się mnóstwo eksperymentów z historiami zorientowanymi na kobiety, w których kobiety w rolach głównych komentują przed kamerą swoje życie. Przełamanie czwartej ściany stało się normą w zasadzie w każdym serialu czy filmie tego gatunku. Jedyną dobrą rzeczą w tego typu treściach jest to, że rośnie liczba historii o kobietach. Catherine Called Birdy i The Good House to przykłady historii opowiadanych z kobiecej perspektywy. Jednak Queenie to coś podobnego, opartego na dwudziestokilkuletniej dziewczynie poruszającej się przez traumę i życie. Miniserial oparty na powieści o tym samym tytule został stworzony dla Channel 4 i Hulu przez autorkę Candice Carty-Williams.

Queenie Jenkins to młoda asystentka ds. mediów społecznościowych w lokalnym serwisie informacyjnym, która była w związku z Tomem, który zaczął mieć problemy z jej osobowością. Dowiaduje się również, że poroniła, choć nie wiedziała, że ​​jest w ciąży. Nie mogąc podzielić się tą wiadomością z Tomem, postanawia zrobić sobie przerwę w związku i zdaje sobie sprawę, że Tom może nie wrócić. To dla niej szansa na niezobowiązujące kontakty z mężczyznami. Queenie miała również trudne relacje z matką, z którą była w separacji, ponieważ wychowywała ją babcia, dziadek i ciotka, a także przyjaźni się ze swoim kuzynem. Pomimo tego, że pochodzi z bliskiej rodziny i ma dobrych przyjaciół, Queenie przeżywa wiele traum z dzieciństwa, które ujawniają się w miarę postępów w serialu. Czy przypadkowe znajomości zaczęły siać spustoszenie w jej życiu? Dlaczego Queenie nie chciała pogodzić się z matką?

Przełamanie czwartej ściany w stylu Fleabaga stało się zbyt powszechne, zwłaszcza w opowieściach, w których bohaterami są kobiety. Tak, konieczne jest poznanie wskazówek z punktu widzenia współczesnych kobiet na temat stylu życia, jaki prowadzą, który jest daleki od tego, jak żyły kobiety z naszego poprzedniego pokolenia lub te wcześniejsze. Jednakże w przypadku Queenie intencja jest silna, choć w wykonaniu wystąpiło kilka błędów. Temat mężczyzn nie rozumiejących zgody został napisany i zrealizowany najleniwiej, bez żadnych konsekwencji dla danej osoby. Ten wątek najbardziej niepokoił mnie jako kobietę, ponieważ twórczyni, będąc kobietą, nie była w stanie dokładnie oddać okropności, z jakimi spotykają się kobiety w rękach mężczyzn, którzy czują się niepewnie i nie mogą usłyszeć słowa „nie”. Niepokojące było obserwowanie, jak wątek poboczny rozwija się i kończy tak nagle. Cieszyliśmy się, że koszmar się skończył. Poza tym warto wiedzieć, że scenarzystka i reżyserka spektaklu próbowały zestawić ze sobą zagadnienia dotyczące zdrowia psychicznego, kobiet innego pokolenia próbujących zrozumieć znaczenie terapii, kobiecych przyjaźni, traumy z dzieciństwa, przemocy emocjonalnej, przemocy fizycznej , luźne relacje i duchy. Rozumiemy, że jej twórca miał serce, aby poruszyć te tematy, ponieważ wielu z nas ma z tym styczność na co dzień. Jednak niedopracowane i bez entuzjazmu wykonanie tych tematów tylko sprawiło, że było to frustrujące.

Spojrzenie na społeczność brytyjsko-jamajską jest największą zaletą i pozwala widzom zrozumieć kulturę społeczności, która przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu lepszego życia i bardzo starała się zachować korzenie swojej kultury. Nacisk kładziony jest na stereotypowe postrzeganie czarnych kobiet przez otaczających je ludzi oraz na oczekiwania, jakie na nich narzucają przypadkowy rasizm rzucany tu i ówdzie. Tylko Candice Carty-Willaims mogła oddać sprawiedliwość postaciom, które napisała i stworzyła na potrzeby książki i późniejszej adaptacji programu telewizyjnego. Scenarzysta-reżyser mógł nieco osądzić Queenie za prowadzenie życia nieco innego od tego, do czego była przyzwyczajona, co nie miało sensu. Jako kobieta uważałam, że nie należy oceniać młodej kobiety, która próbuje przejść przez kryzys osobisty i zawodowy.

Pięknie podkreślono skupienie się na kobiecych przyjaźniach i kobietach, które wspierają się nawzajem. Jednak dynamika matki i córki nie ma wystarczającej przestrzeni do rozwoju, mimo że była to kluczowa część serialu, ponieważ Queenie ma trudne wzorce relacji. Mimo że jeden odcinek poświęcony jest jej życiu jako młodej dziewczyny wychowywanej przez nastoletnią matkę, nie pozostawia to trwałego wrażenia na widzu. Brakowało w nim emocji i głębi, które są nam potrzebne do zrozumienia bólu i traumy, jakiej doświadczyła młoda dziewczyna w dzieciństwie. Jednakże reżyseria jest w wielu momentach leniwa, ponieważ istnieją sceny, które są po prostu niezręczne. Wiele problemów poruszanych przez głównego bohatera serialu zostaje rozwiązanych bardzo szybko, co jest dziwne. Nie ma czasu, aby konflikt się zaognił i znalazł ostateczne zakończenie. To samo można powiedzieć o beefie Queenie z matką. Lata traumy powinny zająć młodej kobiecie trochę czasu; zamiast tego cały wątek poboczny dotyczący niej i jej matki spieszy się, aby znaleźć zakończenie.

Pomimo problemów ze scenariuszem, twórcy na szczęście utrzymali poziom serialu, a czas trwania każdego odcinka wynosi od dwudziestu trzech do dwudziestu pięciu minut, co wystarczy, aby przekazać historię młodej kobiety. Napięty charakter scenariusza pozwolił mu w pewnym stopniu pozostać wciągającym. Tematyka jest taka, że ​​każdy pisarz wybrałby trasę obejmującą dłuższe odcinki. Na szczęście im krótszy odcinek, tym łatwiej widzom śledzić historię, ponieważ scenarzyści podchodzą do niej z powagą, zamiast podążać drogą kaznodziei. Montaż dokonany przez Galinę Chakarową utrzymuje spektakl w nienaruszonym stanie i nie rozpada się.

Występy jednak nie powalały na kolana. Dionne Brown jako Queenie Jenkins nie jest w stanie w przekonujący sposób przekazać bólu spowodowanego traumą z dzieciństwa; jej puste spojrzenia i pozbawione emocji oczy zwiększają frustrację. Dzięki temu lektor nie pozostawia żadnego wrażenia. Serial potrzebował dobrej kobiecej roli głównej. To samo można powiedzieć o pozostałej części obsady, zwłaszcza o aktorce obsadzonej w roli matki Queenie, Sylwii. Ayesha Antoine w roli Sylwii nie potrafiła ukryć bólu matki, która popełniła kilka błędów i powraca do życia Queenie, aby przeprosić i sprostować dotychczasowe dygresje. Jedynym aktorem, który się wyróżniał, była Llewella Gideon w roli babci Veroniki, która widziała to wszystko w swoim życiu w Anglii przez wiele lat. Joseph Marcell w roli dziadka Wilfreda to doskonały dodatek, szczególnie w scenach pełnych emocji. Jeśli pamiętacie, ten sam aktor stał się popularny w Świeżym Księciu Bel-Air jako wyrafinowany brytyjski kamerdyner pracujący z bogatym wujkiem i ciotką Willa.

Queenie to przyzwoita próba pokazania historii społeczności, która stworzyła dom z dala od domu i radzi sobie z traumą pokoleniową, podczas gdy inni członkowie tej samej społeczności próbują ją przełamać, aby przetworzyć cały jej dobry i zły aspekt. Niestety, skończyło się na letnim podejściu do tematu.

We need your help

Scan to Donate Bitcoin to eMagTrends
Did you like this?
Tip eMagTrends with Bitcoin